Kontrowersje wokół sąsiedztwa
Pod koniec stycznia br. w Gazecie Wyborczej pojawił się artykuł Marty Tylendy „Kontrowersje wokół osiedla Atanera przy ulicy Kutrzeby”. Artykuł dotyczy konkretnej inwestycji, ale w jakimś sensie dotyka istotnego problemu skali budynków, szczególnie w aspekcie ich lokalizacji w przestrzeni miasta i relacji do istniejącego, w tym przypadku wartościowego sąsiedztwa.Dwa lata temu w podobnym okresie rozgorzała dyskusja nad projektem Nowe City, którego istota polegała po pierwsze, na projekcie zabudowy tzw. Dziury Toruńskiej, po drugie na propozycji formy tej zabudowy jako zespołu wysokich, relatywnie do skali zabudowy w Poznaniu, budynków. Inicjatywa ta wzbudziła spore kontrowersje i chyba w większości sprzeciwy środowisk zawodowych związanych z tą problematyką, ale została na tyle wystarczająco pozytywnie, by nie powiedzieć entuzjastycznie, przyjęta przez władze samorządowe, że wkrótce znalazła się w programie strategii miasta jako jeden z celów polityki przestrzennej. Jak mogę sądzić przychylność ta była rezultatem nie tyle wiedzy ile wiary, że współczesne wysokie budynki stają się swego rodzaju przepustką do nowoczesności i atrakcyjności miasta, ofertą europejskiej jeśli nie światowej proweniencji, swego rodzaju inicjacją w sferze globalnych aspiracji i sukcesów. Na ile niezasadne jest, o czym jestem głęboko przekonany, takie przeświadczenie to temat na inną jeszcze dyskusję.
Z perspektywy historycznej trudno wyobrazić sobie miasta bez wysokich budowli. Dominujące w strukturze, z której wyrastały, były nośnikiem znaczących symbolicznych, religijnych, społecznych i politycznych treści. Semiotyka – znaki wmontowane w tkankę miast były i pozostają przekazem kulturowym emanującym wartości właściwe dla przeszłej i teraźniejszej ich tożsamości. Jeżeli wartości symboliczne z czasem dla kolejnych pokoleń mogą przestać być czytelne, o tyle przekaz formalny wyrażony poprzez lokalizację, gabaryty i jakość architektury pozostaje w naturalny sposób aktywny. Jest odbierany i konotowany, staje się ważnym elementem mapy pamięciowej budowanej w umyśle człowieka, która pozwala mu w jego przestrzeni się poruszać, z nią utożsamiać i ją przeżywać. Jednak pod jednym warunkiem, że nie nastąpi takie przekształcenie struktury, w której się znajdują, że doprowadzi to do zniszczenia dotychczasowych relacji, proporcji i wartości. Chodzi też zwyczajnie o to, aby miasto było ładne, ciekawe, różnorodne i przyjazne, a wtedy będzie bardziej atrakcyjne i zasobne. Jak powiedział ktoś niedawno, miasto jest jak młoda panna na wydaniu: lepiej żeby była mądra, piękna i bogata, niż brzydka, biedna i niemądra.
Lokalizacja historycznych budowli zaskakuje sposobem w jakim zostały wmontowane w przestrzenie historycznych zespołów, a nawet całych miast. Wystarczy spojrzeć: akcentują narożniki ulic i kwartałów, zamykają perspektywy ulic, prowadzą w kierunku ważnych i szczególnych przestrzeni miasta. Ilustrują to najbardziej podstawowe, niewyszukane przykłady: wieża Ratusza w sylwetce Starego Miasta, Kościół św. Franciszka przy Planu Bernardyńskim zamykający perspektywy dwóch ulic, Garbar i Długiej, wieżyczki Kościoła Franciszkanów na Wzgórzu Przemysła w perspektywie ul. Woźnej, Kościół Zbawiciela w perspektywie ul. Dąbrowskiego, Zamek w perspektywach kilku ulic, dwa w dialogu między sobą kościoły na Wzgórzu św. Wojciecha.
Wiek dwudziesty nie miał zrozumienia dla koronkowych, delikatnych sylwet miast. Zaczęły się w nich pojawiać „obcy” – graniaste, dysharmonijnie figury, chociaż efekty nie zawsze były nie do przyjęcia. Część z tych świadków nowych czasów wkomponowała się, a nawet została zaakceptowana.
Kształtowanie sylwet i panoram to rezultat praktyki historycznej i w znacznej mierze wiedzy. Za sprawą dynamicznego rozwoju miast, rozlewających się stref zabudowy na ich obrzeżach oraz przekształceń w strefach centrów stało się także uświadomionym problemem, przedmiotem studiów urbanistycznych i prac teoretycznych, wreszcie przedmiotem ochrony zapisanym w stosownych aktach prawa lokalnego, jakim są przepisy gminne.
Problem i równocześnie fakt medialny jakim stał się kontrowersyjny program Nowe City w sposób znamienny i właściwy dla obrazu współczesnego życia publicznego szybko został porzucony i ustąpił miejsca innym. Ledwie co wywołana dyskusja rozmyła się, emocje opadły, w końcu poszły w zapomnienie, po części za sprawą animatora, który wycofał się z funkcji publicznej.
Wobec powyższego, a także za sprawą wzmiankowanych aktów prawa lokalnego mogłoby się wydawać, że dobrze osadzona w świadomości planistycznej sprawa ochrony szczególnych miejsc, głównie w strefach ochrony konserwatorskiej, przed konsekwencjami agresywnego inwestowania, jest na nie odporna i bezpieczna. Niestety nic bardziej mylnego. Najbardziej zagrożone, bo najbardziej względne, zmienne i niewymierne są wartości jakie wnoszą w przestrzeń miasta właśnie widoki i panoramy z dominantami i obiektami charakterystycznymi.
Wobec problemu braku terenów inwestycyjnych, który dotyka całą Polskę, przy równoczesnym trwającym ożywieniu budowlanym napór na każdy teren inwestycyjny przybiera formę presji mającej usunąć każde subiektywne, a nawet obiektywne przeszkody. Ograniczenia związane ze strefami zabudowy historycznej traktowane są jako subiektywne, nie dające się racjonalnie umotywować, a więc trudne do przyjęcia. I tu jest miejsce na szczególną konstatację: ograniczenia związane z wartością kontekstu nie są dobrem, który chciałoby się i należało zaakceptować, przyjąć, kupić. Za to sama wartość kontekstu jest świetnym materiałem na sprzedaż. To widok z okna na katedrę tak naprawdę sprzedawał za sprawą bilboardu ustawionego przy placu budowy deweloper realizujący inwestycję na terenie portu rzecznego przy ul. Garbary. Paradoksalnie można mieć wrażenie, że same mieszkania były już tylko dodatkiem do tej transakcji.
Czy widok Wzgórza św. Wojciecha z sylwetkami dwóch kościołów przedstawia wartość?
Jeśli patrzeć z rejonu Małych Garbar przy istniejącym stanie rzeczy można mieć wątpliwości; po wyburzeniach sprzed 40 lat pod dwupasmową ul. Solną, u podstawy widoku zalega pas ruin i ogołoconych bezokiennych ścian. Powyżej dachy zabytkowych budowli. Manierystyczny szczyt Karmelitów na tle graniastej, ciemnej bryły hotelu Polonez, który zjawia się pomiędzy – ten widok przyprawia o poczucie bezsilności – to wyraźny błąd przeszłości. Widok z kierunku Cytadeli na Wzgórze można w tym kontekście uznać za prawie dziewiczy, a brak dylematów u kupujących, o czym pisze autorka wspomnianego na początku artykułu, gdyby tylko rozpatrywać z tego jednego punktu widzenia, nie może dziwić. Za to nie mamy pewności czy nie zdziwi nas następna wmontowana w widok Wzgórza i Kościołów sylweta skośnej, piętrzącej się bryły, tak samo jak zdziwić nas może to, że ze Wzgórza św. Wojciecha być może nie zobaczymy wzgórza Cytadeli. Nie ma na razie dowodów na tak, ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie istnieją te przeciw.
Podkreślenia wymaga jednak fakt, że w przypadku Wzgórza św. Wojciecha nie chodzi tylko o lepszą czy gorszą panoramę. Budynki wysokie zmieniając skale wyrównują gabaryty zabudowy, spłaszczają teren optycznie go niwelując. Wzgórze podkreślone dominującą przez stulecia historyczna zabudową, przestaje być wzgórzem, traci znaczenie i rangę atrakcyjnego miejsca w strukturze miasta.
Motywacje, dla których inwestor, deweloper zabiega o wysoką zabudowę są oczywiste; - im większa ilość kondygnacji, tym większa ilość powierzchni użytkowej, tym bardziej opłacalny rachunek ekonomiczny – większy zysk. Problem agresywnego inwestowania oczywiście nie jest przypadłością ani wyłącznie poznańską, ani polską. Jakiś czas temu burmistrz Sydney przegrał batalię przeciw zabudowie terenów w bezpośrednim sąsiedztwie znanej na całym świecie, niepowtarzalnej opery w Sydney.
Aby mogło dojść do realizacji zamierzenia inwestycyjnego inwestor musi przede wszystkim uzyskać od stosownego urzędu dla przedmiotowego terenu inwestycji warunki określające zasady jego zagospodarowania i parametry zabudowy. Określa je miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, będący aktem prawa lokalnego – obowiązującym przepisem gminnym. Plan miejscowy natomiast nie może być niespójny z innym dokumentem – studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy, który co prawda nie stanowi prawa lokalnego, chociaż określa strategię jego rozwoju przestrzennego na określoną perspektywę czasu. Niestety jak powszechnie wiadomo, większość gmin, miast, posiada plany obejmujące mniejszą, na dzień dzisiejszy, część ich obszarów. Wobec braku planu miejscowego obowiązujące w Polsce prawo budowlane odsyła do innego dokumentu – decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenów inwestycji, przy formułowaniu których podstawowe znaczenie ma niestety nie zdefiniowane w ustawie pojęcie „sąsiedztwa”. Można przypuszczać, że intencją ustawodawcy było dążenie, aby procedury urzędowe nie blokowały możliwości realizacji obiektów na wolnych niezabudowanych terenach w zespołach istniejącej zabudowy. Zasady zabudowy wolnych działek określa właściwy w urzędzie miasta lub gminy wydział, w drodze analizy istniejącej w sąsiedztwie zabudowy i w nawiązaniu do niej. Dobrze jeśli planowana inwestycja tak w zakresie funkcji jak przewidywanej formy zabudowy przystaje do istniejącej. Źle gdy zabudowa w sąsiedztwie jest substandardowa, bądź jest wynikiem wadliwych decyzji w przeszłości lub sprzecza jest ze strategią polityki przestrzennej zapisaną w studium. Cała istota problemu definiowania warunków zabudowy tkwi jednak nie tyle w samej analizie, co w założonej metodologii i interpretacji wyników.
Wobec częstych rozbieżności między oczekiwaniami potencjalnych inwestorów, deweloperów, a opracowanymi przez urząd warunkami zabudowy Samorządowe Kolegia Odwoławcze są często zatrudniane do rozstrzygnięcia sporu, który nierzadko kończy się uchyleniem decyzji. Należy dodać, że w znacznym stopniu na kształt decyzji o warunkach zabudowy dla terenów objętych ochroną konserwatorską, często tożsamych ze staromiejskimi i śródmiejskimi obszarami miasta, mają miejskie lub wojewódzkie urzędy konserwatorskie. W takich przypadkach projekt decyzji o warunkach zabudowy podlega uzgodnieniu, bez którego nie może być wydany w formie decyzji.
Jak można przeczytać w artykule „Kontrowersje wokół osiedla Atanera…”: „Przy ul. Kutrzeby, w miejscu dawnej szkoły jazdy, firma Ataner wybuduje osiedle z czterema budynkami 6-kondygnacyjnymi i jednym wysokim – w najwyższym punkcie będzie miał 12 kondygnacji” (tzn. ok. 40m wysokości (przyp. autora).
W kontekście tej informacji warto przyjrzeć się jak wygląda stan planistyczno – prawny dotyczący rejonu przedmiotowej inwestycji oraz stan wybranych aspektów sąsiedztwa.
1. Miejscowy Plan Ogólny Zagospodarowania Przestrzennego m. Poznania z 1994r. – nieobowiązujący od 2004r.
„Dział A3 – środowisko kulturowe”, P.1.
„W obszarach ochrony ekspozycji w celu uzgodnienia projektu każdego obiektu budowlanego – w fazie koncepcji należy go przedłożyć właściwym organom wraz z rysunkami przedstawiającymi go w szerokim kontekście przestrzennym panoram miasta, widocznych z charakterystycznych miejsc – wszelkie działania realizacyjne na obszarze występowania zabytków archeologicznych naniesionych na rysunku planu, muszą być poprzedzone uzgodnieniem z Konserwatorem Zabytków Archeologicznych na województwo poznańskie”;
2. Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego m. Poznania, z listopada 1999r. – obowiązujące, bazujące na planie z 1994r.
Rozdział 4.9. Polityka Przestrzenna promująca kulturę miasta Poznania
I. Cel „Studium ……”
„W celu zintegrowania rozwoju z celami konserwacji (…) władze samorządowe powinny:
- uznać, że spuścizna historyczna i kulturalna jest ważnym dobrem i walczyć o utrzymanie społecznej, kulturalnej i ekonomicznej żywotności miejsc i społeczności o istotnym znaczeniu historycznym i kulturowym,
- zachować odziedziczone historyczne formy osiedleńcze i krajobrazowe, chroniąc integralność zabytkowych zespołów urbanistycznych przy wprowadzaniu nowej zabudowy w obszarach historycznych,
- przyjmować polityki planowania osiedlu ludzkich, w tym politykę transportową i dotyczącą innych systemów infrastruktury, zapobiegającą degradacji obszarów o znaczeniu historycznym i kulturalnym”;
IV. Kierunki zagospodarowania przestrzennego. U) Panoramy miasta
„Analiza panoram wskazuje na konieczność:
- całkowitej eliminacji możliwości sytuowania wysokich nowych budynków z rejonu Starego Miasta, jego obrzeży oraz ścisłego Śródmieścia w jego północno – wschodniej części;
- bardzo szczegółowej analizy gabarytów, form i wysokości zabudowy w obszarze restrukturalizowanego w przyszłości portu rzecznego i rzeźni dla zachowania widoczności i obecności w panoramie nadwarciańskiej Kościołów św. Józefa i św. Wojciecha oraz zachowania przestrzennego dialogu kościołów na lewym i prawym brzegu Warty”.
3. Aspekty sąsiedztwa w zakresie wysokości zabudowy:
- usytuowany najbliżej terenu inwestycji budynek Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa przy ul. Kutrzeby – 4 kondygnacje,
- budynki jednorodzinne przy ul. Przepadek – 2,5 kondygnacji,
- budynek przedszkola u podnóża Wzgórza św. Wojciecha - jedna kondygnacja + dach stromy,
- w dalszej odległości zabudowa Wzgórza św. Wojciecha:
o plebania i budynek gospodarczy – 2 i 1 kondygnacyjna,
o Kościół św. Wojciecha - ~25m wysokości,
o Kościół Karmelitów Bosych - ~ 27m wysokości,
- bardziej na zachód w porównywalnej odległości – hotel Polonez - 14 kondygnacji (~45m).
Wobec powyższego warto powtórzyć jeszcze raz dla porównania: „Ataner wybuduje osiedle z czterema budynkami 6-kondygnacyjnymi i jednym wysokim – w najwyższym punkcie będzie miał 12 kondygnacji”.
Kontekst urbanistyczno – architektoniczny to rzecz jasna nie tylko kwestia gabarytów i wysokości wymiernych i łatwo definiowalnych w przeciwieństwie do znacznie trudniejszych, bardziej subiektywnych zagadnień związanych ze stylistyką, jakością i przystawalnością nowego do starego. Dlatego problem ten niej jest tutaj poruszany.
Czy efektem analizy urbanistycznej mogą być kontrowersyjne warunki zabudowy, jaka jest granica przyzwoitego kompromisu, jeśli taki jest możliwy? W zeszłym roku prasa zapowiedziała realizację sześciokondygnacyjnego (?) apartamentowca zlokalizowanego przy ul. Królowej Jadwigi, w bezpośrednim sąsiedztwie trzykondygnacyjnego budynku Akademii Wychowania Fizycznego (autorstwa wybitnego architekta Marka Leykama, także autora wpisanego do rejestru zabytków Okrąglaka) oraz porównywalnej wysokości Multikina (zresztą zrealizowanego niezgodnie z intencjami wspomnianego wyżej planu ogólnego miasta z 1994r.). Wniosek nasuwa się oczywisty: w długotrwałym ustalaniu sąsiedztwa odwołano się w końcu nie do najbliżej stojącego budynku po tej samej stronie ulicy, ale do budynków znajdujących się po jej przeciwnej stronie północnej (?).
Czy miasto ma interes, by jednak walczyć o dobrze pojęte rozumienie sąsiedztwa? Czy ład przestrzenny, najogólniej rzecz biorąc z nim tu równoznaczny, miastu się opłaca? Gdyby kalkulować ograniczając się wyłącznie do statystyki to prawdopodobnie nie. Z szerszej i dłuższej perspektywy zapewne tak. Poza tym prawo winno być takie, aby nie podlegało interpretacji i kalkulacji. Można oczywiście założyć, że w interesie miasta, niezależnie od prywatnego czy publicznego charakteru inwestycji, leży właśnie rodzaj szaleństwa na kształt zrealizowanego przez architekta F.O.Gehry i często przywoływanego przykładu muzeum w Bilbao. Tylko, że spektakularnego dzieła nie da się zadekretować – takie czasem się zdarzają.
Brytyjski architekt Norman Foster, autor wielu fascynujących obiektów architektonicznych zrealizował w Warszawie na Placu Piłsudskiego budynek Metropolitan. Przy bardzo różnych i sprzecznych opiniach na temat budynku, jedno nie ulega wątpliwości – nie został uznany za architektoniczny hit. Więc stolica może się szczycić jedynie szacownym nazwiskiem.
Jest wiele warunków jakie muszą być spełnione, aby można było oczekiwać wybitnej realizacji. Wśród nich udział wybitnych twórców, ale równocześnie zabezpieczenie znaczących pieniędzy. A i tak nie są to warunki wystarczające no i oczywiście nie mogą dotyczyć każdej lokalizacji.
W najbliższym czasie powstaną, w strukturze zabudowy Centrum i Śródmieścia za sprawą „sąsiedztwa” wielokondygnacyjne, wysokie na warunki poznańskie, budynki obok istniejących wysokich i o różnym standardzie. W niedawnej przeszłości powstały co najmniej dwa budynki wysokie, których lokalizacje podyktowane były wyłącznie dostępnością działki i celami komercyjnymi. I nie chodzi tu o kompleks przy Browarze.
Z punktu widzenia zasad kształtowania przestrzeni urbanistycznej a także relacji programowo – funkcjonalnych lokalizacje te osobiście uważam za irracjonalne, a w jednym przypadku za szkodliwą. I nie ma akurat znaczenia czy chodzi tu o architekturę dobrą czy złą. Tymczasem w takim miejscu jak skrzyżowanie ulic Żeromskiego i Dąbrowskiego, gdzie na osi Kościoła Zbawiciela przy Fredry i wysokiego budynku przy Placu Waryńskiego, lokalizacja wyróżniającego się gabarytami obiektu przy obwodnicy Śródmieścia byłaby logiczna, a nawet wskazana, zrealizowano stację benzynową. Reguły klastycznej urbanistyki dawno zostały odesłane do lamusa.
Jak widać istniejące, właściwie wyłącznie w studium, zapisy dotyczące ochrony i kształtowania sylwet i panoram, trzeciego wymiaru miasta, są dalece niewystarczające. Istnieje duże prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że po zrealizowaniu już zaczętych inwestycji przy ul. Garbary i Szyperskiej oraz następnych z panoramy lewobrzeżnego Poznania oglądanej z Ostrowa Tumskiego zniknie bezpowrotnie Wzgórze św. Wojciecha z kościołami.

Miasto nie dopracowało się żadnego opracowania, które w wyniku wielostronnej, ale w znacznej mierze formalno – przestrzennej analizy wskazywałoby na obszary i miejsca, celowej z punktu widzenia obrazu i jakości jego przestrzeni, lokalizacji współczesnej, w tym wysokiej zabudowy.
Budynki wysokie, to nie ulega wątpliwości, mają rację obywatelstwa w strukturze współczesnych miast tak jak trudno sobie wyobrazić stare i śródmiejskie dzielnice miast bez budowli wysokich. Czy pretendują do znaków czasu, symboli, atrakcji turystycznych – to kwestia wielu uwarunkowań, w znacznej mierze niebagatelnych pieniędzy.
Chodzi tylko i aż o to, aby znajdowały się w miejscach stosownych, racjonalnych i animujących dla przestrzeni urbanistycznej miasta, ale też by nie utożsamiać bezwarunkowo wysokiego z nowoczesnym, a agresywnego z wysokim. Paradoks tymczasem polega na tym, że w tym aspekcie prawo postawiło prawo przeciw prawu, a człowiek skrupulatnie z tego faktu korzysta. I jeśli w dalszym ciągu będzie to robił skutecznie, nostalgiczne widoki pozostaną tylko na starych pocztówkach i w Portrecie Miasta Magdaleny Warkoczewskiej. To mało budujący powód dla sięgania po książkę.
Eugeniusz Skrzypczak
architekt

