Wspomnienie – śp. Witold Milewski

8 października 2021 roku

Choć smutno pisać o kimś w czasie przeszłym, to czas płynie nieubłaganie i nieuchronnie życie każdego człowieka zmierza ku kresowi.
Dnia 29 września 2021 roku odszedł z naszego grona WIELKI ARCHITEKT, a przy tym jednocześnie zwykły i niezwykły człowiek – WITOLD MILEWSKI – członek Stowarzyszenia Architektów Polskich Oddział Poznań i członek Wielkopolskiej Okręgowej Izby Architektów RP.

Witold Milewski, to architekt tworzący historię architektoniczną współczesnego Poznania, zawsze aktywnie i żywo zainteresowany problemami przestrzennymi naszego miasta.
Witold Milewski to także pasjonat lotnictwa. Posiadał licencję pilota i odnosił spektakularne sukcesy również w tej dziedzinie.

Samodzielnie i w zespole autorskim Milewski-Skupniewicz-Sternal zaprojektował i zrealizował
w Poznaniu wiele charakterystycznych budynków o różnym przeznaczeniu, w których otoczeniu codziennie się przechadzamy. Są to m.in. Kampus Uniwersytetu Przyrodniczego, Collegium Altum Uniwersytetu Ekonomicznego, obiekty dydaktyczne Politechniki Poznańskiej przy
ul. Zamenhofa, dom studencki „Jowita” i stołówka UAM przy ul. Zwierzynieckiej, domy studenckie PP i AWF przy ul. św. Rocha, dom studencki „Eskulap” przy ul. Przybyszewskiego, Zespół Szkól Muzycznych przy ul. Solnej, Dom Weterana przy ul. Ugory, Zamek na Wzgórzu Przemysła, budynki mieszkalne, Zespoły Sakralne na os. Wichrowe Wzgórze, os. Zwycięstwa
i w Suchym Lesie.

Witold Milewski to Laureat wielu nagród i wyróżnień, w tym – laureat pierwszej edycji Nagrody Honorowej Oddziału Poznańskiego SARP (w zespole) przyznanej w 2004 roku. Za swą działalność społeczną na rzecz Stowarzyszenia i środowiska architektów wyróżniony Srebrną Odznaką SARP w roku 1978 oraz Złotą Odznaką SARP w 2009 roku. W 1988 roku otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski za rewaloryzację pałacu w Rydzynie oraz medal za ochronę zabytków w województwie poznańskim.

Fragment laudacji dla Laureatów pierwszej Nagrody Honorowej Oddziału Poznańskiego SARP, wygłoszonej przez dr inż. arch. Grażynę Kodym – Kozaczko na uroczystości ogłoszenia laureatów Nagrody, dnia 20 marca 2004 roku w Domu SARP.
„(…) Z dzisiejszej perspektywy koniec lat 50., lata 60. i początek 70. w Poznaniu oceniany jest jako czas owocnych poszukiwań twórczych w dziedzinie konstrukcji, funkcji i estetyki. Okres ten różnorodnością projektów i realizacji kontrastuje z wcześniej panującym socrealizmem oraz późniejszym ograniczeniem swobody twórczej m. in. przez dominację prefabrykacji. W ten owocny okres doskonale wpisuje się działalność honorowanego dziś zespołu. Uważne oko dostrzeże związki z twórczością najwybitniejszych architektów epoki modernizmu: Miesa van der Rohe, Waltera Gropiusa, Alvara Aalto oraz Le Corbusiera. Projektowane zespoły i budynki posiadają uniwersalne cechy dobrej architektury: wpisanie w teren i dążenie do wykorzystania jego walorów, prostotę i szczerość wobec materiałów oraz konstrukcji, klarowne struktury wewnętrzne, oparte o dopracowane rozwiązania funkcjonalne (…)”

Wspominając dziś naszego Kolegę Witolda, głos oddajemy Koledze architektowi, który współpracował z Nim przez ostatnie lata, bowiem Witold działał twórczo, aż do końca, a umarł mając lat 91 ……….

Dziadek Witek, bo tak pozwolił mi do siebie mówić Witold Milewski, od kiedy tylko pamiętam
z wielką łatwością nawiązywał bezpośrednie kontakty z „młodym pokoleniem”. Tych młodszych od siebie wychowanków miał przynajmniej kilka pokoleń, bo związał prawie całe swoje zawodowe życie z Miastoprojektem Poznań/od 1952 do 2004 r./, przez które przewinęło się większość architektów poznańskich. Dziadek Witek nosił w sobie jakąś radość przejawiającą się zarówno w projektowaniu, jak i w życiu, która przyciągała innych. Choć bezkompromisowy
w swoich wizjach, co wyostrzyło się jeszcze bardziej pod koniec jego życia, miewał plany,
w których dopuszczał też do głosu młodszych kolegów po fachu. Narady techniczne w jego domu zawsze musiały być burzliwe i dynamiczne. Na szczęście poczęstunek (uzupełniony o dobre wino) zawsze łagodził nastroje.

Witek był bardzo pracowity i chciał być ciągle na czasie z nowinkami techniki. Było dla niego oczywiste, że muszę go nauczyć obsługi komputerowego programu wspomagającego projektowanie, mimo że pokolenie „seniorów architektury” zazwyczaj nie zaprzątało sobie już tym głowy. Jego wielkie marzenie o posiadaniu samochodu elektrycznego nie doczekało się niestety realizacji. Szczycił się za to tym, że w latach 60-tych jako pierwszy posiadał w Poznaniu motor marki Lambretta – wówczas obiekt pożądania i zazdrości każdego młodego kierowcy.

Jego niespokojna natura, dawała też wyraz w jego niezliczonych pasjach. Nie sposób nie wspomnieć wielkiej miłości do latania, prawie tak silnej jak do architektury. Również w tej dziedzinie zdobywał nagrody, jak chociażby w celności lądowania szybowcem, wygrywając jako osiemdziesięciolatek ze znacznie młodszymi lotnikami. Był z tego bardzo dumny. Kto bywał
w jego mieszkaniu, wie że programy telewizyjne o lotnictwie były chlebem powszednim.

Zimą rok w rok wyjeżdżał na narty z rodziną i przyjaciółmi. Jeździł tak długo, na ile pozwalało mu zdrowie. Nie odpuszczał. Na osiedlowych uliczkach przechodnie widywali go na rowerze
z porannym świeżym pieczywem i gazetą codzienną pod pachą. W ostatnim czasie choć bardziej pochylony, ciągle nie tracił animuszu. Cieszył się życiem do końca.

Fot. arch. Witold Milewski – szkic mieszkania, w którym mieszkał przed wojną w Warszawie, narysowany w połowie września 2021 roku

Ciągle poszukiwał nowych wyzwań dla siebie, rozwiązywał problemy miasta Poznania jak wytrawny urbanista. Pozostawił po sobie dalekosiężne pomysły np. połączenia tramwajowego (częściowo tunelem) dworca kolejowego z lotniskiem miejskim w Poznaniu. Pomysł bezkolizyjnej trasy jest wybitne w swojej prostocie, trudniejsze do realizacji – ale tego się wymaga od wizjonerów, a Witek był nim bez wątpienia. Wierzył w logiczne rozwiązania dla miast. Miał żal, że nie pozwolono budować wyższego budynku „Altum” UE, że otynkowano dom akademicki „Eskulap” UM, zasłaniając elewację z potłuczonych talerzy. Brakowało mu wizjonerów we władzach Poznania na miarę Cyryla Ratajskiego, Władysława Czarneckiego czy Zbigniewa Zielińskiego nazywanego przez Witka pieszczotliwie „dziadzia” albo „Zbig”. Ten ostatni był dla Witka nauczycielem i mistrzem.

Miewał też „małe pomysły”. Denerwowały go rozkłady jazdy w wiatach przystankowych sytuowane powyżej miejsc siedzących – sytuacja zdecydowanie niekomfortowa dla podróżnych. Interwencja przyczyniła się do zmiany polityki miasta w tym zakresie. Małe rzeczy, a tak użyteczne.
Wybrzmiewają mi w uszach słowa Witka: „Wysoko budujemy na wzniesieniu a nisko w dołku, żeby za każdym razem podkreślać naturalne ukształtowanie terenu”. Miał też mniej wyszukane powiedzonka jak np. „nie ma się co pieścić, musi się zmieścić”. Zazwyczaj pomagało
i architektura się mieściła.

Do końca starał się być samodzielny i mimo ciężkich chorób radził sobie z codziennością emeryta. Miewał melancholijne dni. Poprawiał sobie wtedy nastrój puszczając ,,Modlitwę” ulubionego Bułata Okudżawy. Jego ostatnim wielkim marzeniem projektowym przed śmiercią, było skończenie odbudowy Zamku Królewskiego na wzgórzu Przemysła w Poznaniu, w formie
6-szczytowej.

Witek był dobrym człowiekiem i moim przyjacielem. Będzie nam go brakowało.

W imieniu środowiska architektów zrzeszonych w poznańskim SARPie i wielkopolskiej Izbie,
architekt Juliusz DUDNICZEK